Była wtedy bardzo mroźna zima, pod ich ciężkimi, zimowymi butami skrzypiał śnieg. Drzewa jak oskubane wypłosze wybijały się nad nimi ostrzegając przed zimnem. Rafał spoglądając na Annę uchylił swoje bardzo suche i zaziębione wargi po czym powiedział.
- Może zajdziemy do mnie do domu? Będzie cieplej i nie będziemy musieli chodzić jak jakieś menele. - w jego głosie było słychać szczęście a jego usta jak nigdy roześmiały się
- No, a co powie twoja mama, że jej 16 letni syn przyprowadza do domu swoją 13 letnią dziewczynę? - Wydumała Szyszka
- Nic, przywita cię z otwartymi ramionami. - Zaśmiał się coraz mocniej ściskając jej dłoń.
W tym momencie Mała wsunęła ich splecione ręce do kieszeni, uśmiechnęła się po czym dodała.
- No dobrze, no to idziemy.
Swój krok skierowali w stronę jednego z osiedli, które było tak zwyczajne, że sam jego widok odstraszał ludzi. Zbliżając się do bloku w którym mieszkał spojrzeli prędzej czy w pobliżu nie kręci się ciocia Małej. Nie było jej widać. Wchodząc do mieszkania Rafał niskim półkrzykiem pokazał na Annę przedstawiając ją jako swoje kolegę. Mówiąc to uśmiech zaczął coraz bardziej nachodzić na jego zimne, zmarznięte, czerwone policzki. Udali się do jego pokoju, w którym na pierwszym planie wyłaniało się okno z widokiem na park, szkołę, dom kultury i przepiękną wieżę. Usiedli na łóżku zaczynając myśleć jak spędzić te cudowne 2 godziny. Uzgodnili, że obejrzą ich ulubiony anglojęzyczny serial. Oglądając go wtulili się w siebie czując ogromne ciepło tłumiące się w ich, trochę za dużych, grubych swetrach. Tak leżąc często sięgali po gorącą, słodką herbatę przygotowaną wcześniej przez mamę. To była cudowna chwila. Leżąc tak rozmawiali ze sobą lecz nie przeszkadzało to im w oglądaniu. Czuli, że nie potrzebują nic więcej jak siebie tu i teraz. Ten moment miał mu zapaść w pamięci na zawsze.
http://25.media.tumblr.com/tumblr_mcz4519sxt1qm6onko1_500.gif
http://www.youtube.com/watch?v=jAqp9MtRFNo
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzień 36
Przebudza się, jego oczy otwierają się po czym nadchodzi pierwsza myśl. To ten dzień. Już dzisiaj ma to zrobić. Wstaje obolały, w żalu i smutku. Ręka jego zaczyna krwawić, kolejny strup zdrapany. Nie przejmuje się tym, wstaje, nic nie je, odkurza, robi zakupy przy okazji wstępując do apteki kupuje środek do czyszczenia waginy, który później zamieni w narkotyk. Idzie do domu rzuca torbę z zakupami do kuchni bierze szklankę i idzie do łazienki. Wlewa wodę do szklanki wsypuje prochy po czym wypija połowę powstrzymując się od wymiotów. Kilkukrotnie zakaszlał po czym do domu przyjechała rodzina. Wkurzył się tą wiadomością chwycił za żyletkę i pociągnął kilka razy po przedramieniu.. Z ran zaczęła sączyć się krew, a on nie zważając na nic ze szczęścia upadł na ziemię. Na jego twarzy zagościł oczekiwany uśmiech a oczy zmrużyły się. Spędzając tak te kilka minut w błogostanie zapomniał o wszystkim, o smutku, żalu i samobójstwie.. Po kilkudziesięciu minutach wyszedł z domu z plecakiem oraz zeszytem. Szedł na swoją wieżę, żeby tego w końcu dokonać. Po drodze nawinął się na rzekę. Pochylił się nad nią chwycił za długopis i wpisał kilka słów do zeszytu.. "A piana unosząca się na wodzie jest jak człowiek. Tworzy się przy wodospadzie, płynie dopóki nie znajdzie swego źródła. Wszystko ma swój sens i cel. Jednak, to my wybieramy źródło" Czekał na tą chwilę całe życie. Ta chwila śniła mu się latami. Na nią czekał. Spojrzał na piórko leżące nad rzeką chwycił je i schował do zeszytu, myśląc jedynie o tym, żeby dojść na wieżę lub utopić się w rzece. Kiedy dotarł nad wieżę, piękną, ceglaną zrozumiał, że to ona. Wybrał jednak inną drogę. Patrzcie! Stchórzył! Tak, to prawda. Jednak uczucie Dejavu doskwierało mu coraz bardziej. Prawdopodobnie wiedział, że tej decyzji będzie żałował całe życie, będzie teraz żył ceglaną śmiercią. Dopóki się nie zabije będzie cierpiał, nie ma innego wyjścia. Poszedł dalej w coraz większym bólu w kierunku parku. Napotkał tam parę wyprowadzająca psa. Idąc dalej zauważył cmentarz, słyszał głosy, widział powidoki, bał się ale szedł dalej by usiąść na jednym z nagrobków. Myślał już tylko i wyłącznie o śmierci. Bał się, wrócił do domu. Nie znalazł tam jednak miejsca więc z płaczem wybiegł z niego w kierunku pagórka, na którym spędził część swojego bogatego dzieciństwa. Dobiegając na miejsce rzucił się na ziemię, zaczął niesamowicie wrzeszczeć z bólu istnienia zamykając oczy i wpatrując się w postać, którą widział w wizji. Reszta dnia była nieznacząca. Pragnął już jedynie śmierci. To było jego jedyne życzenie. Nie pragnął i nie będzie pragnął niczego bardziej w życiu niż śmierci.
środa, 18 września 2013
niedziela, 1 września 2013
Interlude 1
Hej. To ja i mój blog. Będę zamieszczał tu różne wpisy, urywki rozdziałów z mojej "książki", którą wspólnie z różnymi osobami napisałem, a nawet całe jej rozdziały. ;) Chcę.. I właściwie marzę o tym by rozwijać ten blog.. To na tyle.. Pozdrawiam.. mr.no.one
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)